Poznaj kogoś Suppi - Brody z Kosmosu

Jak powstały Brody z Kosmosu? Co Julian myśli o horrorach z lat 80. i jakie rady ma dla przyszłych twórców? Sprawdź wywiad z człowiekiem, który rozkłada popkulturę na czynniki pierwsze!
Popkultura to coś więcej niż tylko filmy, komiksy i gry – to cały wszechświat pełen znaczeń, emocji i historii. Julian z kanału Brody z Kosmosu od lat analizuje i komentuje najciekawsze zjawiska w świecie kultury, łącząc wnikliwość z pasją. W rozmowie z nami opowiada o swojej drodze do bycia twórcą, wyzwaniach, inspiracjach oraz o tym, dlaczego warto podążać za swoją pasją – nawet jeśli wymaga to nauki montażu i kilku technicznych potknięć.
Co skłoniło Cię do założenia kanału "Brody z Kosmosu" i dzielenia się swoją pasją do filmów i komiksów z szerszą publicznością?
Julian: Zaczęło się od analizowania popkultury z punktu widzenia filozofii na studiach, wystąpień na konferencjach naukowych w całej Polsce, a potem publikowania swoich tekstów, recenzji i felietonów w internecie. Ale czułem, że mówiąc, uda mi się trafić do większej ilości ludzi. Co ciekawe, początkowo miałem wizję podcastu, w którym w kilka osób omawiamy popkulturę, ale nie udało mi się do niego przekonać znajomych. Po latach tego typu podcasty rządzą w internecie. To jedna z wielu lekcji, jakich mnie nauczyły lata na Youtube – jak masz pomysł, to chociaż spróbuj, nawet jeżeli miałbyś się przewrócić. Inaczej będziesz zawsze sobie wypominał, że straciłeś swoją szansę i powtarzał „co by było, gdyby”.
Jakie były największe wyzwania, z którymi musiałeś się zmierzyć na początku swojej kariery jako twórca internetowy?
Julian: Gdy nagrywałem pierwsze filmy, to przerażała mnie i paraliżowała myśl, że nie będzie idealnie. Że czegoś nie dogram, że o czymś zapomnę, że się pomylę. Potrzebowałem sporo czasu, by nauczyć się, że nie ma w tym nic złego, że się przejęzyczę, że zapomnę o czymś podczas nagrania, albo pomylę imię aktora podczas streamu na żywo. Wciąż potrafię się pieklić o rzeczy, które tylko ja słyszę, lub widzę.
Innym problemem było to, że zaczynając nie umiałem montować, nagrywać, ustawiać oświetlenia, czy mikrofonu. Zatem wyzwaniem był każdy, nawet najprostszy materiał. Szczególnie, że pierwsze filmy na YouTube nagrywałem jeszcze „profesjonalną” kamerą, w której każde ustawienie się liczyło. Przez to musiałem wiele razy powtarzać nawet całe nagrania, wyłapując np. prześwietlenie, albo brak audio dopiero po fakcie. Po latach wciąż nie czuję się montażystom i operatorem z prawdziwego zdarzenia.
Czy pamiętasz moment, w którym zdałeś sobie sprawę, że Twój kanał zyskuje na popularności i dociera do szerokiego grona odbiorców?
Julian: Kilka lat temu jeden byłem na konwencie popkulturowym i spędzałem czas ze znajomymi. Mieszając się miedzy grupkami nowo poznanych ludzi trafiłem na dyskusję na temat nie do końca udanego filmu, podczas której usłyszałem, jak ktoś cytował argumenty z mojej recenzji. To był pierwszy raz, gdy zobaczyłem, że „Brody z kosmosu” wyszły poza „świat internetu”.
Prowadzisz również podcast "Koszmarne Horrory" poświęcony horrorom z lat 80. Co sprawiło, że zdecydowałeś się na taki format i dlaczego akurat ta dekada jest dla Ciebie wyjątkowa?
Julian: Zależało mi na tym, by móc swobodnie rozkoszować się perełkami (lub anty perełkami) horrorów nie martwiąc się montażem, ani ograniczeniem czasowym. Dlatego podcast jest idealny dla takich długich, pełnych dygresji dyskusji. Możemy rozmawiać o filmie nawet po kilka godzin! W podcaście omawiamy horrory z każdej dekady, ale nie ukrywam, że kocham lata 80. Filmy grozy z tej dekady mają w sobie szczerość, której na próżno szukać obecnie i to właśnie wtedy stworzono (lub udoskonalono) najpiękniejsze formaty, schematy i archetypy horrorowe. Nawet te najgorsze filmy z tej dekady potrafią przynieść ogrom frajdy podczas oglądania.
Jakie są Twoje ulubione filmy lub komiksy, które miały największy wpływ na Twoje życie i twórczość?
Julian: Filmem, który zaraził mnie miłością do kina był „Park Jurajski”. Spielberg sprawił, że uwierzyłem, że możesz być W filmie. Że możliwa jest pełna imersja, zatracenie się w tym, co widzisz na ekranie. I chociaż mijają lata, moje serce nigdy nie przestanie mocniej bić do tych dinozaurów.
Komiksów jest pewnie zbyt dużo, by wymienić. Od „Mausa”, przez „Strażników” po komiksy perełki od Toma Kinga. Nigdy nie miałem jednego tomu, do którego wracałem. Zawsze wolałem sięgać dalej, sięgać po mniej znane, dziwniejsze i nie zawsze poważne historie. Ponieważ nawet w nich można sporo odnaleźć, wystarczy się im bliżej przyjrzeć.
Za to na twórczość? Z pewnością podejście filozofów Slavoja Žižka do popkultury (w tym jego film „Z Boczona historia kina”) i wcześniej Richarda Shustermana, który pokazał mi, że można poważnie analizować hip-hop. I – co może wydać się totalnie nie pasujące do popkultury – dzieła Charlesa Darwina. To z nich (oraz z życiorysu autora) nauczyłem się, że zawsze możesz się mylić, zawsze możesz zmienić zdanie i im głośniej krzyczysz na jakiś temat, tym bardziej prawdopodobne jest, że nie wiesz, o czym mówisz. Jak to pięknie ujął: „Niewiedza znacznie częściej wywołuje uczucie pewności siebie”. I YouTube mnie codziennie w tej mądrości utwierdza.
Jakie kryteria bierzesz pod uwagę przy wyborze tematów do swoich recenzji i analiz? Czy kierujesz się własnymi zainteresowaniami, czy może sugestiami widzów?
Julian: Zakładając kanał obiecałem sobie, że pozostanę w zgodzie z sobą, nawet jeżeli to miałoby oznaczać mniejsze zasięgi i brak „sławy”. Dlatego nie omawiałem polskich komedii romantycznych (z białymi plakatami), nie ruszałem filmów Patryka Vegi, chociaż generowały ogromne zasięgi. Wolałem podzielić się z widzami czymś, co mnie zainteresowało, nawet jeżeli był to temat niszowy (lub film, którego nikt nie widział). Dlatego też założyłem podcast, który może być jednym z najbardziej niszowych w naszej netosferze.
Jednocześnie przez lata udało mi się zbudować świetną Społeczność, która zna mnie i podrzuca mi propozycje, które sobie spisuję i staram się poznać w ramach wolnego czasu i możliwości. To oni skierowali moje oczy na znakomite anime „Dandadan”, zachęcili do obejrzenia „Demona Slayera” czy południowoamerykańskiej animacji „Koati”.
Jakie są najczęstsze reakcje Twoich widzów na publikowane treści? Czy zdarzyły się sytuacje, w których ich opinie wpłynęły na Twoje podejście do tworzenia materiałów?
Julian: O to już trzeba zapytać moich widzów. Mam nadzieję, że głównie pozytywne. Chociaż pewna stara twórców zasada mówi, by nie czytać komentarzy na YouTube, to ja wciąż to robię (chociażby po to, by moderować, na ile dam radę). I nieraz trafiam na ciekawe i wartościowe uwagi. Nieraz komentarz widzki/widza sprawił, że zobaczyłem coś nowego w filmie (albo wskazał mi kolejną wadę). Mojego podejścia do samego tworzenia póki co nie zmienili, ale może to dlatego, że przyświeca mi zasada, że nawet jak nagram „idealny” materiał, to jestem pewny, że ktoś wie na dany temat więcej ode mnie, mogę się mylić, mogę za rok wrócić i uznać, że jest do niczego. Im więcej nagrywam, im więcej czytam i studiuję popkulturę tym więcej wiem, jak wiele nie wiem. I tego się trzymam.
W lipcu 2024 roku zadebiutowałeś w programie "Fakty po południu" na antenie TVN24. Jakie to było doświadczenie? Czy gdybyś miał okazję pojawiać się w telewizji częściej - korzystałbyś?
Julian: W telewizji zadebiutowałem jako uczestnik w „Krzyżówce 13-latka” i pewnie ktoś kiedyś to video odnajdzie. W 2024 zadebiutowałem w TVN, wcześniej miałem przyjemność gościć wPolsce.pl oraz na falach radiowych od wrocławskich po ogólnopolskie. Wypowiedź dla „Faktów” to świetna lekcja w tym, jak wiele z twojej wypowiedzi zostanie wyemitowane. Za każdym razem, gdy byłem zapraszany, z kilkunastu minut rozmowy raptem kilka zdań trafiało do materiału. I nigdy nie wiedziałem, które wybierze redaktor. To uczy cię, by starać się jak najwięcej treści zawrzeć w jak najkrótszej wypowiedzi.
Jeżeli pojawiłaby się możliwość pojawiania się w TV częściej to jestem gotowy! Drodzy decydenci – piszcie, dzwońcie, stworzymy coś fajnego!
Jakie rady dałbyś osobom, które chcą rozpocząć swoją przygodę z tworzeniem treści w internecie, ale nie wiedzą, od czego zacząć?
Julian: Najlepszą radą jest moim zdaniem: nie przejmuj się. Ani komentarzami, ani tym, co nagrałeś. Zacznij nagrywać. Nie bój się efektów, ani nie spodziewaj się miliardów dolarów po dwóch filmikach. Sprawdź, jak się czujesz przed kamerą i pozwól sobie się trochę powygłupiać.
Jakie są Twoje plany na przyszłość w kontekście rozwoju kanału "Brody z Kosmosu" i innych projektów związanych z popkulturą?
Julian: W pewnym sensie historia zatoczyła koło i jak zaczynałem od pisania i przeszedłem do video, tak od prawie roku moje teksty ukazują się w Pulp Magazyn. Może ten kierunek się w tym roku utrzyma?
Z drugiej strony kusi mnie kolejny podcast, najlepiej anglojęzyczny, ale niestety póki co dobra ma wciąż za mało godzin.
Innymi słowy, nie chcę niczego zapeszać, ani zapowiadać, a potem nie dostarczać. Jak już coś wykuję, to na pewno znajdziecie to na „Brodach…”.
W jaki sposób wsparcie finansowe od widzów, na przykład poprzez platformy takie jak Suppi, wpływa na rozwój Twojej działalności? Czy pozwala Ci to na realizację nowych projektów lub inicjatyw?
Julian: Wsparcie finansowe w praktyce umożliwiło mi nagrywać na początku mojej drogi na YouTubie. Gdy zacząłem uczyć się montażu, potrzebowałem jakiegoś programu i więcej czasu na mozolne mierzenie się z trudnościami nagrywania było nieocenione. Obecnie łączę pracę zawodową na pełen etat z działalnością na YouTube, ale dzięki temu mogę w pełni przeznaczać wsparcie finansowe nawet na projekty, które nie przyniosą mi sukcesu komercyjnego, jak mój podcast „Koszmarne Horrory”.
Na co przeznaczasz środki otrzymane od wspierających Cię osób? Czy inwestujesz je w sprzęt, produkcję materiałów czy może w inne aspekty związane z Twoją twórczością?
Julian: Gdyby nie wspierający, nie kupiłbym pierwszego aparatu (używanego ), który służył mi kilka lat temu. Nie mógłbym też zainwestować w pierwszy mikrofon, z którym jeździłem po Polsce i nagrywałem wywiady z twórcami komiksowymi i aktorami. Dziś wsparcie przeznaczam najczęściej na niedostępne w Polsce filmy (nawet teraz, gdy piszę te słowa, to leci do mnie blu-ray z horrorem, znaleziony w Szwecji), czasem na wsparcie w montażu (dzięki temu mogę też innych twórców wesprzeć) lub nawet charakteryzację przy większych projektach, jak ostatnio przy „Najgorszych Animacjach 2024”.
Czy masz jakieś szczególnie pamiętne doświadczenie związane z interakcją z fanami, które utwierdziło Cię w przekonaniu o wartości Twojej pracy jako twórcy internetowego?
Julian: To głupio zabrzmi, ale pamiętam mnóstwo takich interakcji i są dla mnie znacznie ważniejsze, niż cyferki na YouTube. Nie chcę się dzielić każdą historią, bo są niezwykle różne i każda równie dla mnie ważna. Kiedyś, po materiale, w którym dość dosadnie wyrażałem się o osobach atakujących osoby nieheteronormatywne, co oczywiście doprowadziło do zapieklenia się pewnych grup w internecie dostałem maila od osoby atakowanej przez takich ludzi, która… Nie. Zachowam te interakcje dla siebie.
Ale bez tych interakcji, bez tych spotkań, wiadomości, a nawet paczek i niespodziewanych prezentów z serca nie miałbym dziś kanału i nie kontynuowałbym mojej pracy. Co więcej, nie znałbym niezwykle wartościowych ludzi, których tylko dzięki YouTube poznałem.
Jak dbasz o równowagę między życiem zawodowym a prywatnym, prowadząc intensywną działalność w internecie i mediach?
Julian: Cóż… pewnie za mało dbam I sądząc po uwagach moich znajomych, muszę nad tym wciąż dużo pracować.
Jakie wartości i przekonania kierują Tobą podczas tworzenia treści i jak wpływają one na Twoje podejście do pracy oraz relacje z widzami?
Julian: Zawsze zależało mi na szczerości w swoich materiałach, nawet jeżeli to będzie oznaczać bycie czasem niemiłym czy niekulturalnym. Podobnie nie ma w moich materiałach miejsca na sianie nienawiści i wykorzystywanie tych najgorszych pobudek, by na nich zarabiać (i to dla tych nietolerancyjnych rezerwuję bycie niemiłym).
Inną, niezwykle ważną zasadą jest to, że możemy się różnić w ocenach dzieła kultury i to nie czyni nas wrogami. Dlatego staram się nawet w tych krytycznych recenzjach szukać pozytywów, a w tych pozytywnych zastanawiać się, co może komuś przeszkadzać.
Na koniec nie wyobrażam sobie „Bród z kosmosu” bez interakcji z widzami, zatem przyświeca mi otwartość na każdą interakcję, czy to w sklepie, na spacerze, czy w kinie. Jeżeli poświęcacie swój czas, by mnie oglądać, to ja z chęcią poświęcę swój, by zamienić z każdym Was chociaż słowo. Bo bez Was mnie nie ma.
Julian pokazuje, że popkultura to nie tylko rozrywka, ale też przestrzeń do głębszych refleksji i dyskusji. Jeśli jeszcze nie znacie Bród z Kosmosu, koniecznie nadróbcie zaległości – zarówno na YouTube, jak i w podcaście Koszmarne Horrory. A jeśli chcecie wspierać wartościowych twórców, pamiętajcie, że każda złotówka na Suppi to cegiełka do rozwoju niezależnych projektów. 🚀
☕ Wesprzyj Juliana stawiając kawkę tutaj!
Chcesz poznać więcej inspirujących historii? Śledź nasze profile na Facebooku i Instagramie, by być na bieżąco z nowymi wywiadami i nie przegapić niczego wyjątkowego!