Poznaj kogoś Suppi - SIEMa Szczecin

Zdjęcie posta

Zamiast marudzić na brudne ulice, wzięli skrobaki i wyszli w miasto. SIEMa Szczecin udowadnia, że zmiana otoczenia zaczyna się od nas. Przeczytaj rozmowę z ludźmi, którym po prostu się chce!

Wszyscy kojarzymy ten widok: obklejone wiaty przystankowe, obdzierane słupy i bazgroły na elewacjach. Łatwo na to narzekać, ale znacznie trudniej kupić skrobak, profesjonalną chemię i poświęcić wolny weekend, żeby to po prostu zmyć. Ekipa ze stowarzyszenia SIEMa Szczecin postanowiła przestać czekać, aż ktoś zrobi to za nich. Działają na ulicach od lata, konsekwentnie przywracając porządek i udowadniając prostą zasadę: jeśli osób dbających o miasto będzie więcej niż tych, które je niszczą, wandalizm straci sens. Porozmawialiśmy o mocno improwizowanej pierwszej akcji, walce z obojętnością mieszkańców i o tym, skąd biorą siłę, by robić swoje.

Skąd w ogóle pomysł, żeby przestać narzekać na Szczecin i wziąć sprawy w swoje ręce?

SIEMa: Pomysł na Siemę narodził się spontanicznie. Zainspirowani i zmotywowani działaniem innego społecznika - Gumy z Wrocławia, którego wszyscy bardzo cenimy - skrzyknęlismy się na mediach społecznościowych na pierwszą akcję. Guma pokazał nam na swoim przykładzie, że warto zacząć faktycznie działać i brać sprawy w swoje ręce, że bardzo często niewiele potrzeba, by było lepiej, czyściej, a co za tym idzie przyjemniej. 

 

Pamiętacie swoją pierwszą akcję? Jakie myśli i emocje towarzyszą Wam na co dzień – od dumy po ewentualne zwątpienie?

SIEMa: Pierwszą akcję trudno zapomnieć. Przyszliśmy kompletnie nieprzygotowani technicznie (zgarniając z domu czasem przypadkowe przedmioty, które w naszym odczuciu mogłyby się przydać), zestresowani jak przed egzaminem. Nowi ludzie, nowa sytuacja, ale szybko okazało się, że łączy nas ten sam zapał i chęć do zmian. Okazało się ponadto, że dobrze się czujemy w swoim towarzystwie, a że przy okazji możemy zrobić w tym czasie coś pożytecznego - tym lepiej. 

Myślę, że do dziś nasze odczucia i przemyślenia są dość zmienne. Każda akcja to nowe wyzwanie. Po skończonej pracy (jeśli uda się coś przywrócić do stanu świetności) na pewno pojawia się duma i zapał do kolejnych działań. Wtedy to co robimy ma największy sens. Czasem jednak po wielu godzinach szorowania - musimy się poddać i obiecać powrót w to miejsce z lepszymi środkami lub w inny dzień, żeby sprawę dokończyć, bo zwyczajnie zabrakło nam już czasu (co nie jest łatwe, bo wszyscy mamy wspólną cechę - nie cierpimy zostawiać prac nieskończonych). Czasem też, co nas bardzo smuci, nasza praca jest niweczona już następnego dnia. Wtedy zdarza się, że pojawia się zwątpienie. Szybko jednak znika, ponieważ ogólny odbiór społeczeństwa na nasze działania jest bardzo pozytywny, a to daje siłę do podjęcia kolejnej próby walki o lepszą przestrzeń wokół nas. 

 

SIEMa to nie tylko sprzątanie. Chcecie też zmienić podejście mieszkańców do przestrzeni, w której żyją. Co Waszym zdaniem jest trudniejsze - usunąć naklejkę ze słupa czy zmienić ludzkie przyzwyczajenia?

SIEMa: Zdecydowanie trudniejsze od usunięcia naklejek (które potrafią być naprawdę solidnie przyklejone) jest zmiana podejścia mieszkańców. Myślę, że nauczyliśmy się nie zauważać i przechodzić obojętnie wobec wielu rzeczy. 

Co najbardziej Was zaskoczyło w reakcjach mieszkańców? Było coś, czego kompletnie się nie spodziewaliście?

SIEMa: Przede wszystkim duże zainteresowanie samym tematem, to, że wielu ludzi przychodzi z nami ot tak porozmawiać, podzielić się przemyśleniami czy pomysłami już jest dla nas dużym, oczywiście pozytywnym, zaskoczeniem. Miła jest świadomość, że nie tylko my dostrzegamy problem. Przeogromne wzruszenie i dużą satysfakcję dają nam też podziękowania mieszkańców. 

 

Macie zasadę, że nie chcecie wyręczać miasta, tylko je wspierać. Jak wygląda to w praktyce? I czy zdarza się Wam pomyśleć: „ej, ale dlaczego właściwie to my musimy to robić”?

SIEMa: Wiele osób wychodzi z założenia, że ta sprawa ich nie dotyczy, że od dbania o czystość jest miasto czy inne służby, my chcemy jednak zwrócić uwagę na to, że to w dużej mierze my, mieszkańcy, tworzymy miasto i panującą w nim atmosferę. Mają rację Ci, którzy  oczekują jakichś działań ze strony zarządzających miastem, tylko problem polega na tym, że skala tych zniszczeń jest tak duża, że naszym zdaniem miasto musiałoby się skupiać wyłącznie na tym. Ciężko nad tym zapanować, zwłaszcza, że praktycznie każdego dnia pojawiają się nowe akty wandalizmu. Część mieszkańców uważa też, że to syzyfowa praca, że szkoda na to czasu skoro następnego dnia znów "przyjdą i nakleją coś nowego". Też mają rację. Prawdopodobnie Ci co nakleili/nabazgroili wrócą w to samo miejsce, jutro, pojutrze czy za tydzień, ale jeśli ilość osób czyszczących te szkody będzie większa od tych, którzy je tworzą - w końcu to Ci drudzy będą w mniejszości i to ich działania staną się syzyfową pracą. Matematyka nie kłamie.

Dlatego potrzebne jest wsparcie. Każda zdrapana naklejka to sukces. Czasem ten proces jest bardzo czasochłonny (co pokazuje choćby wieloletnia walka o czyste wiaty przystankowe) ale hej, ostatecznie się udało. Uważam, że zdewastowanych przystanków jest znacznie mniej. Takie zmiany wymagają jednak czasu, środków i wytrwałości. 

 

Wasze „przed i po” robią robotę. Co daje Wam większą satysfakcję: zobaczyć czystą ścianę czy zobaczyć kogoś, kto dzięki Wam sam zaczyna dbać o swoją okolicę?

SIEMa: Uczucie po skończeniu prac i ujrzeniu czystej przestrzeni jest cudowne, ale nic nie równa się z tym, gdy ktoś wysyła nam wiadomość w stylu " zainspirowaliście mnie, dziś wyczyściłem szybę na drzwiach do swojej klatki schodowej". 

 

SIEMa jest młodą inicjatywą, a już chcecie działać szerzej i docierać do kolejnych części Szczecina. Co musi się wydarzyć, żebyście za rok powiedzieli: „to naprawdę urosło”?

SIEMa: Działamy od lipca 2026 i w naszym odczuciu to już "naprawdę urosło".  Naszym celem jest sprawienie, żeby każdy zechciał dbać o choćby najbliższe kilkanaście metrów. 

Co jest dziś największym wyzwaniem dla SIEMy - znalezienie ludzi, którzy chcą działać, zdobycie środków, dotarcie do kolejnych dzielnic czy przekonanie, że małe działania naprawdę mogą coś zmienić?

SIEMa: Stowarzyszenie liczy obecnie kilkunastu członków. Jest nas niewielu, ale w naszym przekonaniu zapału wystarcza za setkę. Dotarcie do kolejnych dzielnic czy przekonanie o tym, że każde nawet najmniejsze działanie ma sens - też jest tylko kwestią czasu. Będziemy do tego dążyć z uporem maniaka. Natomiast  naszym największym wyzwaniem jest wciąż zdobycie środków na to, by móc robić jeszcze lepszą robotę. 

 

Jeśli ktoś chce Was wesprzeć, ale nie może przyjść na akcję - czego najbardziej dziś potrzebujecie? Ludzi, sprzętu, pieniędzy, nagłaśniania akcji, a może czegoś zupełnie innego?

SIEMa: Sprzęt czy pieniądze oczywiście są mile widzianym wsparciem, by nasze prace mogły w ogóle zaistnieć, ale każde miłe słowo czy gest poparcia są dla nas ważne, bo uświadamiają nam, że warto i dają siłę do kolejnych starań. 

 

I na koniec: gdybyście mogli jutro obudzić wszystkich mieszkańców Szczecina z jedną myślą o ich mieście - co chcielibyście, żeby każdy z nich miał w głowie?

Chcielibyśmy żeby każdy pomyślał „To jest moje miasto i chcę, żeby było zadbane.” Bo zmiana zaczyna się od nas, od tego, jak każdy traktuje swoją najbliższą okolicę.

 

Działania ekipy z SIEMy pokazują, że prawdziwa zmiana przestrzeni miejskiej nie zaczyna się od urzędowych pism, tylko od zadbania o kawałek chodnika pod własnym blokiem. Jeśli widzicie sens w ich pracy, nie przechodźcie obok nich obojętnie. Możecie dołączyć do ich kolejnych wyjść w teren, podać info dalej albo dorzucić cegiełkę na zakup chemii i sprzętu czyszczącego na Suppi. Bo czysty Szczecin to nie syzyfowa praca - to po prostu kwestia tego, ile osób zdecyduje się wziąć sprawy w swoje ręce.

 

☕ Wesprzyj SIEMę w czyszczeniu Szczeina stawiając kawę tutaj!

 

Chcesz poznać więcej inspirujących historii? Śledź nasze profile na Facebooku i Instagramie, by być na bieżąco z nowymi wywiadami i nie przegapić niczego wyjątkowego

Komentarze (1)
Paweł Załęski
18 dni temu
SIEMa! Dzięki za świetny artykuł! Jesteście SUPPI! :)