Poznaj kogoś Suppi - Józek Targosz

Zdjęcie posta

Od dziecięcej fascynacji religią po setki rozmów i materiałów w sieci. Józek Targosz opowiada o ciekawości świata, mocnych tytułach, długich rozmowach i ludziach, których warto usłyszeć.

Józek od dawna interesuje się religiami, ale jego działalność w internecie nie polega na przekonywaniu innych do jednej odpowiedzi. Wręcz przeciwnie - dużo ważniejsze jest dla niego zadawanie pytań, szukanie kontekstu i próba zrozumienia, dlaczego ludzie myślą tak, a nie inaczej. Zaczęło się od dziecięcej fascynacji tym, co dzieje się podczas mszy, a z czasem przerodziło się w setki materiałów o religii, duchowości i ludziach, którzy mają coś ciekawego do powiedzenia.

W jego krótkich filmach nie brakuje mocnych tytułów i clickbaitowych początków, ale sam mówi wprost, że chodzi mu o coś więcej niż zatrzymanie scrollowania. Chce, żeby widz po obejrzeniu materiału sam poszukał odpowiedzi, sprawdził informacje i zaczął się zastanawiać. A kiedy siada do dłuższej rozmowy, najważniejszy staje się czas - bo dopiero on pozwala naprawdę kogoś usłyszeć.

Skąd wzięło się u Ciebie zainteresowanie religiami i kulturami świata? Pamiętasz temat albo spotkanie, od którego wszystko się zaczęło?

Józek: Zainteresowanie religiami mam odkąd pamiętam. Zupełnie szczerze — chyba jednym z moich najwcześniejszych wspomnień jest moment, kiedy pierwszy raz poszedłem do kościoła i zobaczyłem księdza odprawiającego mszę. Było to w mojej rodzinnej miejscowości, w poluterańskim, poewangelickim kościele z balkonami.

Właśnie z tego balkonu mogłem bardzo dokładnie obserwować, co ksiądz robi przy ołtarzu. To mnie wtedy niezwykle zafascynowało. Chciałem wiedzieć coraz więcej, poznawać kolejne rzeczy, zagłębiać się w ten temat.

I tak później trochę jak śliwka w przysłowiowy kompot wpadłem w poszukiwanie informacji o religiach — czytałem, dowiadywałem się i coraz bardziej interesowałem się tym obszarem.

 

Mówisz, że szukasz tego, co łączy, a nie dzieli. Co najczęściej okazuje się takim wspólnym punktem między ludźmi, którzy mają zupełnie różne przekonania?

Józek: Jestem święcie przekonany — nomen omen — że bez względu na to, czy ktoś jest ateistą, katolikiem, prawosławnym, protestantem czy muzułmaninem, wszystkich ludzi łączy jedna podstawowa potrzeba: każdy chce mieć poczucie, że jest kochany, że jest dla kogoś ważny i że ktoś go wysłucha.

Religia w pewnym sensie może tę potrzebę zaspokajać — i dla wielu osób rzeczywiście ją zaspokaja. Podobnie jest z poczuciem sprawiedliwości. Oczywiście są to pojęcia bardzo abstrakcyjne: czym właściwie jest miłość albo sprawiedliwość? Każdy człowiek może rozumieć je trochę inaczej i nadawać im własne znaczenie.

Mimo to wydaje mi się, że wbrew pozorom więcej nas łączy, niż dzieli. Wszyscy ludzie mają podobne potrzeby i pragnienia — chcemy być kochani, zauważeni, szanowani i traktowani sprawiedliwie. Wszyscy do tego dążymy, choć drogi, którymi próbujemy tam dotrzeć, bywają bardzo różne — czasem skomplikowane, a czasem niestety prowadzące w złym kierunku.

 

Obok długich rozmów nagrywasz też krótkie materiały. Jak wybierasz tematy - zaczynasz od własnej ciekawości, pytania od widza czy historii, na którą przypadkiem trafiasz?

Józek: Jeśli chodzi o krótkie materiały, to bardzo często wygląda to tak, że po prostu coś wpadnie mi w ucho albo ktoś znajomy podeśle mi jakiś temat i wtedy pojawia się myśl: „Kurczę, to jest właśnie to, o czym chcę opowiedzieć”.

Część materiałów powstaje jednak bardziej planowo. Patrzę w kalendarz, sprawdzam różne wydarzenia historyczne czy ważne daty i zastanawiam się, jakie tematy można z nimi połączyć. Na przykład 22 lipca w Kościele rzymskokatolickim przypada wspomnienie Marii Magdaleny, więc zaplanowałem, że właśnie wtedy opowiem o tym, czy Maria Magdalena rzeczywiście była żoną Jezusa, czy też jest to jedynie późniejsza interpretacja i legenda.

 

Religia to temat, który łatwo uprościć albo sprowadzić do mocnej tezy. Jak opowiadasz o niej w krótkim filmie, żeby nie zgubić tego, co najważniejsze?

Józek: Z pełną premedytacją bardzo często robię to w sposób dość clickbaitowy — na początku rzucam jakiś mocny akcent, próbuję przyciągnąć uwagę albo nadaję krzykliwy tytuł. Wynika to z tego, że wiem, iż pewne tematy, gdybym opowiadał je wyłącznie w fachowy, akademicki sposób — a przecież sam nie jestem żadnym specjalistą — mogłyby być po prostu nudne i zupełnie niezauważone.

A uważam, że tematyka religii i duchowości w najbliższych czasach będzie coraz bardziej istotna. Szczególnie ważne będzie rozróżnianie tego, co jest zdrowym przejawem religijności czy duchowości, a co może być czymś szkodliwym.

Dlatego często świadomie korzystam z mocniejszych tytułów czy bardziej wyrazistej formy, żeby przede wszystkim zachęcić ludzi do zatrzymania się i zastanowienia. Nie uzurpuję sobie prawa do bycia nauczycielem ani kimś, kto ma przekazywać jedyną słuszną prawdę. Chcę po prostu prowokować do myślenia i do dyskusji.

Chciałbym, żeby ktoś zamiast bezrefleksyjnie przewijać kolejne rolki, poświęcił chwilę i zrobił własny research — sprawdził, czy to, co ja powiedziałem- facet z okienka, jest prawdą czy nie. Głos oddaję ekspertą w moich rozmowach.

 

Czy któraś z przeprowadzonych rozmów naprawdę zmieniła Twoje myślenie albo podważyła coś, czego wcześniej byłeś pewien?

Józek: Każda rozmowa — naprawdę każda — coś we mnie zmienia i coś we mnie zostawia. I myślę, że dopóki tak będzie, dopóty będę te rozmowy prowadził, bo ja po prostu bardzo lubię rozmawiać. Chyba nawet bardziej niż samo nagrywanie rolek.

Dopóki po każdej takiej rozmowie będę miał poczucie, że coś nowego z niej wyniosłem, że w jakiś sposób mnie zmieniła albo otworzyła mi oczy na zupełnie inne obszary, dopóty będę chciał to robić.

Myślę jednak, że ostatecznie wynika to po prostu z ciekawości świata i ciekawości drugiego człowieka. Mnie naprawdę fascynuje to, jak działa umysł drugiej osoby, jak ludzie myślą, jak dochodzą do swoich przekonań i co sprawia, że patrzą na rzeczywistość w taki, a nie inny sposób.

 

Często oddajesz głos osobom, których raczej nie zobaczymy w dużych mediach. Co musi mieć w sobie człowiek albo jego historia, żebyś pomyślał: chcę z nim porozmawiać?

Józek: No właśnie paradoksalnie to oznacza, że taka osoba musi być mało znana. Mam naprawdę wrażenie, że szczególnie w dzisiejszym świecie bardzo często robimy gwiazdy z ludzi, którzy kompletnie na to nie zasługują. A jednocześnie osoby naprawdę fascynujące, wartościowe i mądre pozostają gdzieś na marginesie i mało kto o nich słyszy.

Podobnie jest chociażby w tematyce religijnej. Bardzo często w mediach pojawiają się księża czy liderzy religijni, którzy w mojej ocenie niekoniecznie zasługują na aż tak dużą uwagę, podczas gdy naprawdę rozsądni, ciekawi, dobrzy ludzie, którzy mają coś wartościowego do powiedzenia o duchowości i religijności, pozostają zupełnie w cieniu.

I chciałbym to trochę zmieniać. Mam świadomość, że prawdopodobnie nie zbuduję przez to ogromnego grona obserwujących — i jest to mój świadomy wybór. Chcę jednak być taką pewnego rodzaju tubą, która pokazuje ludzi, których uważam za wartościowych. Oczywiście jest to moja subiektywna ocena, bo nie uzurpuję sobie prawa do bycia obiektywnym dziennikarzem.

Po prostu chciałbym móc powiedzieć ludziom: „Zobaczcie, są tacy ludzie. Warto ich posłuchać. Możemy się od nich czegoś nauczyć”.

 

Prowadzisz cykl „Mali Mistrzowie”. Kim jest dla Ciebie Mały Mistrz i dlaczego właśnie takich ludzi warto pokazywać?

Józek: Muszę przyznać, że zrobiłaś naprawdę świetny research. Tak, „Mali Mistrzowie” to w ogóle był mój początek działalności na YouTubie. Wymyśliłem sobie wtedy, że chciałbym opowiadać historie ludzi, którzy w swoim środowisku, w swoim miejscu robią rzeczy naprawdę świetne, wyjątkowe i niezwykłe, ale z różnych powodów nie mają szansy zostać szerzej zauważeni.

To było jakieś sześć–siedem lat temu. Wtedy jeszcze mocno wierzyłem w to, że YouTube daje przestrzeń do promowania takich osób i pokazywania ich światu.

Sama nazwa „Mali Mistrzowie” wzięła się z historii sztuki. Chodziło mi o określenie odnoszące się do przede wszystkim holenderskich malarzy, którzy specjalizowali się w niewielkich formach malarskich, w bardzo precyzyjnych, kameralnych dziełach. Pomyślałem, że idealnie oddaje to charakter tego projektu — ludzi, którzy może nie są powszechnie znani, ale w swojej dziedzinie robią rzeczy niezwykłe. Mogą być rzemieślnikami, twórcami albo po prostu osobami, które z ogromną pasją robią coś wyjątkowego.

Jedna z rozmów z tego cyklu, która szczególnie zapadła mi w pamięć, była rozmowa z kobietami będącymi matkami dzieci z niepełnosprawnościami. To było niezwykle mocne spotkanie, bo one opowiadały o tym, jak funkcjonuje nasze państwo, jak często system pomocy bywa nieempatyczny, nieludzki i pozbawiony odpowiedniego wsparcia dla takich rodzin. Wiem, że przez te lata wiele rzeczy się zmieniło, ale mam poczucie, że nadal jest tam bardzo dużo do zrobienia.

Obecnie niestety nie realizuję już tego cyklu. Dzisiaj skupiłem się bardziej na tematyce religijnej, ale „Mali Mistrzowie” cały czas gdzieś we mnie są. Jeśli kiedyś będę miał większe wsparcie i możliwość poświęcenia całej swojej pracy działalności internetowej, bardzo chciałbym do tego wrócić.

Marzy mi się podróżowanie po Polsce i szukanie takich osób — rzemieślników, twórców, ludzi z małych miejscowości, którzy robią rzeczy niezwykłe. Chciałbym spotkać choćby panią, która gdzieś lokalnie prowadzi kółko teatralne, albo człowieka, który całe życie poświęcił jakiemuś wyjątkowemu zajęciu. Ludzi, którzy są prawdziwymi małymi mistrzami, choć prawdopodobnie nigdy nie usłyszy o nich szeroki świat. A szkoda, bo naprawdę warto byłoby o nich opowiedzieć.

 

Twoje rozmowy są spokojne i niespieszne. Co pojawia się dopiero po dłuższej chwili, a nigdy nie wyszłoby w szybkim wywiadzie?

Józek: Zaufanie. Zaufanie do tego, że nie chcę zrobić swojemu rozmówcy krzywdy — trochę pół żartem, pół serio.

Krótkie formy bardzo często spłycają rozmowę. Czasami można odnieść wrażenie, że osoba prowadząca rozmowę chce przede wszystkim złapać rozmówcę na jakimś potknięciu, wypunktować go albo wyciągnąć jeden kontrowersyjny fragment. A kiedy mamy odpowiednio dużo czasu, możemy coś doprecyzować, dopytać, pozwolić komuś rozwinąć myśl i pokazać pełniejszy kontekst.

Wydaje mi się, że w rozmowach online jest to szczególnie ważne, bo często brakuje tego czasu przed spotkaniem i po nim — momentów, w których można zbudować zwykłą ludzką relację. Ale nawet podczas rozmów na żywo zawsze powtarzałem, że zależy mi na rozmowie długiej, takiej, której nie ogranicza czas. Bo dopiero wtedy człowiek ma szansę powiedzieć to, co naprawdę myśli, a nie tylko to, co inni chcieliby od niego usłyszeć.

I to jest ogromna różnica. Zwłaszcza w świecie mediów nastawionych na kilkudziesięciosekundowe wypowiedzi, krótkie formy i materiały, które mają przede wszystkim dotrzeć jak najdalej, a niekoniecznie skłaniać do głębszej refleksji czy opierać się na merytoryce.

Czas daje przestrzeń. Pozwala wejść głębiej, wyjaśnić więcej i sprawić, że rozmowa rzeczywiście staje się rozmową, a nie tylko zbiorem efektownych fragmentów.

 

Podkreślasz, że najważniejszy ma być rozmówca. Czy trudno jest czasem odsunąć własne zdanie na bok i po prostu słuchać?

Józek: Nie, nawet jeżeli jest coś, z czym się nie zgadzam, to staram się przede wszystkim dopytać i zrozumieć sposób myślenia mojego rozmówcy.

Z drugiej strony, ponieważ jestem gadułą, to wydaje mi się, że w tym wywiadzie też pewnie widać, jak trudno jest mi czasami odpowiadać krótko i zwięźle. Dlatego te krótkie formy dają mi przestrzeń, żeby pokazać trochę więcej siebie i opowiadać w sposób, który pozwala mi częściowo zaspokoić tę potrzebę rozmowy i dzielenia się przemyśleniami.

Ale przede wszystkim wynika to z mojej dużej ciekawości świata i ciekawości ludzkiego myślenia. Bardzo interesuje mnie to, dlaczego ktoś patrzy na rzeczywistość właśnie w taki sposób, dlaczego dochodzi do takich, a nie innych wniosków.

Dlatego nawet jeśli z kimś diametralnie się nie zgadzam, nie jest mi trudno powstrzymać się od natychmiastowego wyrażania własnej opinii. Chcę najpierw zrozumieć drugą osobę. Oczywiście nie oznacza to, że zawsze zgadzam się ze swoim rozmówcą czy ze swoim widzem — po prostu uważam, że samo zrozumienie czyjegoś sposobu myślenia jest już bardzo wartościowe.

 

Masz profil na Suppi, przez który widzowie mogą wesprzeć Cię jednorazowo. Co takie wsparcie zmienia w Twojej działalności i co dzięki niemu chciałbyś dalej rozwijać?

Józek: Oj, to jest dla mnie bardzo ważne, bo traktuję to trochę jako gratyfikację za konkretny film, konkretną rolkę czy rozmowę. I bardzo mi się podoba, że w dzisiejszych czasach ludzie wspierają twórców, ale też osoby potrzebujące, szczególnie że wiemy, jak wiele jest zbiórek i jak często państwo nie jest w stanie odpowiednio na nie odpowiedzieć.

Mam oczywiście również Patronite’a, gdzie można mnie wspierać cyklicznie, ale ta jednorazowa „kawka” też daje mi ogromną satysfakcję. Zresztą bardzo lubię kawę, więc tym bardziej ją doceniam. 😊Nie patrzę na to w ten sposób, że regularne wsparcie przez Patronite’a jest ważniejsze niż pojedyncza wpłata. Znam realia i naprawdę doceniam każdą formę wsparcia.

Jeżeli komuś spodobał się konkretny materiał i chce mi w ten sposób podziękować właśnie za niego, to jest to dla mnie naprawdę mega fajne. I jestem za to bardzo, bardzo wdzięczny.
 

W rozmowie z Józkiem pojawia się też jego starszy projekt „Mali Mistrzowie” i marzenie o powrocie do podróżowania po Polsce w poszukiwaniu ludzi, których talent i pasja często pozostają niezauważone. To dobrze podsumowuje sposób, w jaki patrzy na swoją działalność: zamiast szukać kolejnych osób, o których już wszyscy mówią, woli zatrzymać się przy tych, których warto dopiero poznać.

Tego najbardziej potrzeba dziś w internecie — mniej szybkich ocen, a więcej ciekawości. Józek mówi, że każda rozmowa coś w nim zostawia. Po tej rozmowie mamy nadzieję, że zostanie coś również z Wami.

 

☕ Wesprzyj Józka stawiając kawę tutaj!

 

Chcesz poznać więcej inspirujących historii? Śledź nasze profile na Facebooku i Instagramie, by być na bieżąco z nowymi wywiadami i nie przegapić niczego wyjątkowego

Komentarze (0)