Poznaj kogoś Suppi - Księgarnia Toniebajka

Zdjęcie posta

Piotr z Toniebajki opowiada o książkach wybieranych bez kalkulatora, koncertach robionych z potrzeby serca, słynnym potykaczu i o tym, ile kosztuje prowadzenie własnej księgarni.

Toniebajka zaczynała jako mała księgarnia dziecięca schowana w podwórku. Potem pojawiły się książki dla dorosłych, kolejne półki, większy lokal, koncerty, spotkania i potykacz, który z czasem stał się chyba bardziej rozpoznawalny niż niejeden szyld.

Piotr prowadzi to miejsce od prawie dziesięciu lat i nie próbuje udawać, że niezależna księgarnia to samo siedzenie między książkami i polecanie ulubionych tytułów. Jest też czynsz, zwroty, nietrafione zamówienia, dokładanie do koncertów i ciągłe liczenie, czy na kolejną partię książek można sobie pozwolić. Mimo to na półkach nadal lądują rzeczy, które jego zdaniem po prostu warto mieć - nawet kiedy wiadomo, że nie będą sprzedawały się najlepiej. W tej rozmowie Piotr mówi o wyborze książek, Bydgoszczy, wydarzeniach, sztucznej inteligencji i o tym, dlaczego ludzie wciąż przychodzą właśnie do Toniebajki.

 

 

 

Toniebajka działa od końca listopada 2016 roku i zaczynała jako Skrzynka na bajki. Pamiętasz moment, w którym poczułeś, że to miejsce zaczyna być czymś więcej niż księgarnią dziecięcą?

Piotr: Pamiętam dokładnie ten moment – to było wtedy, jak zobaczyłem w hurtowni książkę „Depesze” MichaelaHerra wydaną przez Karakter i postanowiłem się przełamać i ją zamówić ;) Ale po prostu była to jakaśnaturalna ewolucja, poszerzenie asortymentu, czyli zwiększenie szansy na sprzedaż – rodzice przychodząc z dziećmi po książki dla nich, mogli wybrać coś dla siebie. Najpierw tych tytułów było, powiedzmy, dziesięć, potem cała półka, potem zbudowałem kolejne półki... Oczywiście wciąż programowo skupialiśmy się na dzieciach, książkach i wydarzeniach dla nich, ale to się po prostu naturalnie rozwijało. W pewnym momencie, kiedy już podjąłem decyzję o przeprowadzce do większego lokalu, ta proporcja tytułów wynosiła pewnie 50:50.

 

Toniebajka jest opisywana jako księgarnia autorska, w której książki nie trafiają na półki przypadkiem. Jak wygląda taki wybór w praktyce - bardziej intuicja, doświadczenie czy długie szukanie tytułów, które naprawdęwarto mieć u siebie?

Piotr: Chyba te wszystkie czynniki odgrywają rolę. Od początku jednak opierało się to na wiedzy – najpierw jednak dosyć małej; po prostu znałem już kilka ciekawych wydawnictw, a poznawałem je dzięki festiwalowi LIter0brazki, który odbywa się w Wojewódzkiej i Miejskiej Bibliotece Publicznej w Bydgoszczy. To był puknt wyjścia: „te rzeczy są fajne, ciekawe, odważne, nie biją po oczach, te chcemy mieć”. Teraz moja wiedza jest o wiele większa, w końcu prowadzę księgarnię prawie dziesięć lat. Ale każdorazowo jednak sprawdzam, co to, czy warto, czy opis książki nie będzie po prostu chwytliwym blurbem itd. Sięgam też czasem do różnych recenzji, ale nie jakoś bardzo wiele. Czasem jakaś klientka mi coś poleci – sprawdzam, zamawiam. Często nie nadążam za rynkiem wydawniczym się posiłkuję się wiedzą innych osób. Czasem mam właśnie „fazę”, że kopię w internecie, w odmętach katalogów hurtowni czy wydawnictw, wynajduję coś spod ziemi i zamawiam. I czasem są to złe strzały, przynajmniej z handlowego punktu widzenia :) 

Wydaje mi się, że działam podobnie, jak sporo osób śledzących życie książkowe w Polsce, tyle że oni spośród nowości, dajmy na to, PIW-u, wybierają sobie jedną, ja staram się zamówić wszystkie. I liczyć na to, 
że je sprzedam.

W opisie Toniebajki mocno wybrzmiewa, że nie chodzi o to, żeby mieć wszystko, tylko książki, które są ciekawe, ważne i coś z czytelnikiem robią. Czy dziś prowadzenie księgarni wymaga też odwagi, żeby nie iść wyłącznie za tym, co najłatwiej sprzedać?

PIotr: Gdybym szedł za tym, co najłatwiej sprzedać, na pewno nie zajmowałbym się książkami ;) Niestety mam taki charakter, że trudno mi było funkcjonować w kapitalizmie, gdzie naczelnym celem jest zysk, nieważne, co sprzedajesz. Dlatego, oczywiście, źle radziłem sobie na rynku pracy, odmawiałem propozycji pracy w ubezpieczeniach i innych takich, w telemarketingu wytrzymałem półtora dnia. Tam było naprawdę obrzydliwie. I nagle znalazłem się w księgarni starego kolegi. Okazało się, że potrafię skutecznie sprzedawać, bo wierzę w wartość tego, co sprzedaję. I dla mnie to, że sam dokonuję selekcji książek, jest tak naprawdę ułatwieniem, bo po prostu mam co powiedzieć i nie czuję się oszustem. Kiedy jakaś książka mnie zawiedzie i potencjalny klient mnie o nią spyta – mówię wprost, że to i to mi się w niej nie podobało, że np. dałem radę przeczytać 15 stron i więcej nie. Ale często to nie jest ostateczny argument do decyzji o zakupie.

Poza tym oczywiście cieszy mnie różnorodność i chcę ją zachowywać w ofercie, ale muszę mierzyć siły na zamiary, liczyć, czy stać mnie na takie zamówienie, kombinować, czy to ma szansę się sprzedać. Większość z tego, co sam chciałbym przeczytać ma szansę, ale wiele razy nie trafiłem. Potem po paru miesiącach robię zwroty, o ile mogę, i wtedy się wkurzam, że jak to, taki super temat, a nikt nie kupił nawet egzemplarza.

Czasem niektórzy zarzucali mi, że jestem snobem, że tak to nie da rady, że po co ci komplet Myśliwskiego, a 
nie masz Mroza. Ktoś mi nawet powiedział, że „niedługo będę miał tylko takie książki, których nikt nie chce kupić”. Ale okazuje się, że ludzie to doceniają i z tego powodu przychodzą do mnie i płacą cenę okładkową. Albo przyjdzie ktoś nowy, coś wybierze i powie „wybór książek jest tu wspaniały”, to jest to dla mnie wielka nagroda.

Niektóre książki zamawiam jednak zupełnie poza tym „komercyjnym” kluczem, tylko dlatego, że uważam je za wartościowe i że „trzeba je mieć”. Są to komiksy z polskich „autorskich” wydawnictw, poezja i tzw. picturebooki, szczególnie Iwony Chmielewskiej, z którą się jakoś zakolegowaliśmy, a której książki uważam za wybitne, choć najczęściej trudno sprzedawalne, niestety, bo dla wielu ludzi „jest tam za mało treści”, choć tam jest po prostu mało słów, a nie treści ;)

 

Od początku wokół Toniebajki dzieje się więcej niż sama sprzedaż książek - są spotkania, warsztaty, wykłady i koncerty. Skąd potrzeba, żeby księgarnia była też miejscem spotkania, a nie tylko zakupów?

Piotr: To chyba jest jedyny możliwy kierunek działania większości niezależnych księgarni dzisiaj. Albo wchodzisz w artykuły papiernicze, na których się robi obrót, albo robisz wydarzenia, które przyciągają ludzi, budują energię miejsca i społeczność wokół niego. Niestety w ostatnim czasie jest tego mniej, bo frekwencja rzadko bywa super, a każde zorganizowanie jakiegokolwiek wydarzenia to jednak sporo pracy, stresu i pieniędzy. Jestem zmęczony i mam mało życia poza pracą, więc, niestety, staram sobie odejmować roboty, a nie dokładać. Lecz poza tym ze spotkaniami jest tak jak z wybieraniem książek: po prostu to lubimy. Spotkania, w jakiejkolwiek formie, są zazwyczaj super, nawet jeśli przyszły trzy osoby. 
 

Na Patronite można przeczytać, że koncerty lubisz szczególnie. Co daje księgarni taka obecność muzyki i wydarzeń, czego nie dałaby sama sprzedaż książek?

Piotr: Szczerze – chyba nic nie daje :) Choć pewnie wizerunkowo, do budowania obrazu miejsca jako „ciekawego”, w jakiś sposób „wyjątkowego”, „o szerokich horyzontach”, „robiącego ferment” jakoś się przyczynia. Ale najtrafniejsza odpowiedź jest taka, że ja po prostu bardzo lubię koncerty i muzykę. Nigdy nie zarobiłem na nich grosza, zazwyczaj dokładałem. Bo poruszam się głównie w sferze muzyki niezależnej i jak zespół jedzie do mnie z Wrocławia, a z biletów jest np. 380 zł, to nie mam sumienia wziąć ni grosza, po prostu staram się cieszyć, że było super :) Jestem zaszczycony, że w Toniebajce wystąpiło tylu świetnych artystów, jacyś moi dawni idole, jak Tom Holliston z Nomeansno, czy tacy, którzy np. potem jechali na międzynarodowe trasy czy duże festiwale, jak choćby ostatnio daltonists.

 

Toniebajka jest mocno kojarzona z potykaczem. Jak to się stało, że coś tak prostego stało się aż tak ważną częścią tożsamości tego miejsca?

Piotr: Przypadkowo ;) Na początku, jeszcze jako dziecięca Skrzynka na bajki, księgarnia była w malutkim lokalu w podwórku przy Gdańskiej. Więc na ulicy musiała stac jakaś tablica, żeby ludzie w ogóle wiedzieli, że coś takiego jest. No a żeby to nie było kolejne „Księgarnia. Zapraszamy”, to od początku było tam coś głupawego. Potem przeniosłem potykacz w nowe miejsce, przy Focha 2. Ponieważ jestem polityczny i zadziorny, to robiłem sobie gorzkie żarty z rzeczywistości. No i one coraz częściej trafiały do sieci, czy to udostępnione przeze mnie, czy przez innych, i tak się niosło. Okazało się, że ludziom się podoba moje poczucie humoru, albo właśnie moja złośliwość, czy polityczne zaangażowanie. Aż potykacz stał się znakiem rozpoznawczym księgarni. Ale dla mnie ta postawa jest właśnie spójna z literaturą, którą sprzedajemy. 
 

W opisie Toniebajki pada mocne zdanie, że dobra księgarka i dobry księgarz są lepsi niż algorytmy i AI. Co Twoim zdaniem naprawdę przepada, kiedy wybór książki oddaje się wyłącznie systemom podpowiedzi?

Piotr: Myślę, że przepada żywa rozmowa i nieszablonowe ścieżki myślenia. Znalezienie nieoczywistej książki czy bezpośrednio dla pytającego, czy na prezent dla siostrzeńca, który kończy 16 lat i lubi grać w gry. Choć szczerze, ten tekst pisałem już jakiś czas temu, do tej pory rozwój AI ogromnie przyśpieszył, teraz nie jestem pewien, czy jesteśmy lepsi ;) Na pewno jesteśmy bardziej etyczni, bo nasza odpowiedź nie wymaga wyemitowania tony CO2 i wiedza, którą mamy, nie została nikomu ukradziona, a LLM działają dzięki ogromnemu zużyciu energii i dzięki kradzieży własności intelektualnej przez big techy. 

Poza tym – nic nie zastąpi żywej, dynamicznej rozmowy z prawdziwym człowiekiem.

 

Bardzo uczciwie mówisz też o tym, jak trudno dziś prowadzić niesieciową księgarnię w Polsce. Co jest dziś najtrudniejsze w utrzymaniu takiego miejsca przy życiu?

Piotr: Najtrudniej jest opłacić czynsz. Żeby go opłacić, trzeba dużo sprzedać. A trudno jest dużo sprzedać, bo ludzie wolą kupować w sklepach internetowych, bo jest taniej, bo polskie prawo traktuje książki na równi z wycieraczkami samochodowymi z Chin, no ale skoro można taniej – nie dziwię się i nie mam pretensji, że ludzie kupują. Wolą też, nawet jeśli nie jest taniej, kupować w sieciówkach, bo sieciówki są w centrach handlowych, a my jesteśmy w centrum miasta. W centrum miasta nie ma nic ciekawego, nawet o parking coraz trudniej, a w centrum handlowym są parkingi i oprócz książek są przeceny butów :) Sieciówki mają też dużą kasę na marketing. No ale ja i tak mam szczęście, bo wiele osób chce u mnie kupować i wprawdzie z trudnościami, ale jednak działam już prawie dziesięć lat. Trudno jest mi też w dobie przesytu, nadpodaży wszystkiego, nieustannie namawiać ludzi do ciągłego kupowania nowych książek. Trudno w sensie etycznym.


Toniebajka jest mocno osadzona w Bydgoszczy. Co daje Ci to miasto, a co Ty próbujesz dać jemu przez tomiejsce?

Nie wiem, co mi daje to miasto. Jako instytucja – właściwie nic. Daje mi dużo jako społeczność. Nie pochodzę z Bydgoszczy, tu się znalazłem, staram się tu żyć najlepiej, jak umiem. Jest to trudne miejsce. Kiedyś słynęło z artystycznego fermentu, dziś po tym zostały jakieś małe ślady. Trudno tu utrzymać jakiś autorski biznesik, choć myślę, że wszędzie jest podobnie, nawet w Berlinie, a Bydgoszcz była nazywana Małym Berlinem ;)

Ktoś mi ostatnio napisał w opinii na Google, że dzięki miejscom takim jak Toniebajka, „miasta są jakieś”. To wielki komplement. Cieszę się, że księgarnia jest postrzegana jako wartość dodana do życia Bydgoszczy, przynajmniej przez niektórych.

 

W cyklu „Poznaj kogoś Suppi" zawsze pytamy też o wsparcie. Czym jest dla Ciebie wsparcie osób, które chcą, żeby Toniebajka dalej istniała - bardziej pomocą w codziennym funkcjonowaniu, czy sygnałem, że takie miejsca są ludziom naprawdę potrzebne?

Piotr: To wsparcie to ogromna pomoc, naprawdę ulga wobec kosztów stałych, ale też dla mnie jasny sygnał, że wiele osób docenia to, co robię i zależy im na tym, to Toniebajka była. Jest to błogosławieństwo, wiatr w żagle i ogromny zaszczyt, ale też trochę budzi we mnie poczucie odpowiedzialności, że nie mogę zawieźć tych, którzy po prostu przelewają mi pieniądze, żebym dalej robił sobie żarty na potykaczu.

 

Łatwo zrozumieć, dlaczego Toniebajka ma swoich stałych ludzi. Nie chodzi tylko o książki, choć wybór jest tu ważny. Chodzi o rozmowę, poczucie humoru, koncert zorganizowany mimo że finansowo zupełnie się nie spina, i o świadomość, że ktoś za ladą naprawdę zna to, co sprzedaje.

Piotr mówi o swojej pracy bez lukru. Jest zmęczony, czasem wkurzony i nie zawsze wierzy, że wszystko ma sens. Ale księgarnia nadal działa, a ludzie nadal chcą ją wspierać. Pewnie dlatego, że miejsca takie jak Toniebajka nie są wymienne. Gdy znikają, w mieście robi się nijako.

 

☕ Wesprzyj Toniebajkę stawiając kawę tutaj!

 

Chcesz poznać więcej inspirujących historii? Śledź nasze profile na Facebooku i Instagramie, by być na bieżąco z nowymi wywiadami i nie przegapić niczego wyjątkowego

Komentarze (0)