Poznaj kogoś Suppi - Dagna Krause

Dagna Krause gra tak, jakby opowiadała świat bez słów. O emocjach, ciszy, improwizacji i wiolonczeli, która potrafi być jednocześnie czuła, surowa i bardzo prawdziwa.
Są artyści, którzy nie tyle wykonują muzykę, ile naprawdę coś nią mówią. Dagna Krause należy właśnie do tego grona. Jej wiolonczela nie służy tylko do grania melodii - staje się językiem emocji, wspomnień, napięć i tego wszystkiego, co trudno ubrać w słowa. W rozmowie o twórczości, powrotach, ciszy i improwizacji opowiada nam o muzyce, która nie chce się podobać za wszelką cenę, tylko chce być autentyczna. I właśnie dlatego zostaje ze słuchaczem na dłużej. Jej artystyczny świat rozciąga się między Elblągiem, koncertami w różnych przestrzeniach, współpracą z innymi twórcami i potrzebą tworzenia „pozytywnego hałasu” - po swojemu, uważnie i z wyczuciem.
Masz poczucie, że bardziej grasz muzykę, czy raczej nią opowiadasz? W Twoim przypadku wiolonczela brzmi trochę jak sposób mówienia o świecie, a nie tylko instrument.
Dagna: Wiolonczela jest dla mnie czymś, co opowiada o emocjach i tym samym pobudza wyobraźnię - zarówno moją, jak i słuchaczy. Podczas koncertów przypominają mi się sytuacje i ludzie w moim życiu istotni, ale nie jest to tylko o przyjemnych momentach. Czasem gram smutek, gniew, zniechęcenie - obok radości czy optymizmu. Dlatego ta muzyka jest jednocześnie indywidualna i uniwersalna. Od wspomnień poprzez dźwięk i emocje, do osoby która słucha i odczuwa. Droga ta nie zawsze jest wygodna, ale staram się aby była wciąż autentyczna.
Wracasz w swojej historii do Elbląga po studiach w Poznaniu. Co dał Ci ten powrót jako artystce - bardziej zakorzenienie czy nową perspektywę?
Dagna: Właściwie jedno i drugie. :)
Z uwagi na problemy zdrowotne miałam kilkuletnią pauzę w muzykowaniu - ten czas przypada właśnie na Elbląg, parę lat po studiach. Pracowałam w innych zawodach, zdobyłam doświadczenie w pracy biurowej i opiekuńczej, a wiolonczela czekała. Gdy dojrzałam aby do niej wrócić, zaczęły otwierać się nowe możliwości: koncerty solowe, za chwilę zespołowe i to nie tylko w rodzinnym mieście. Od kilku lat regularnie trenuję umiejętności i słuch (tak, one są jak mięśnie - potrzebują ruchu i wysiłku :)). Jednocześnie stawiam sobie adekwatne wyzwania - jak nagranie debiutanckiego krążka 'EL CELLO-muzyka miasta', właśnie w Elblągu, ze środków miejskiego stypendium kulturalnego. Elbląg to mój dom, czuję się tutaj ugruntowana, potrzebna i z przyjemnością wracam po występach w Trójmieście czy w dalszej Polsce.
Piszesz, że lubisz rozmawiać ze słuchaczami językiem wiolonczeli. Jak wygląda taka rozmowa, kiedy nie ma w niej słów, a jednak dzieje się bardzo dużo?
Dagna: Ciekawe pytanie. Zacznę od tego, że spore miejsce w mojej muzyce daję ...ciszy. Ona ma różne wymiary: od braku dźwięku i zatrzymania do spokojnych i łagodnych tonów. Lubię budować napięcie, gdy słuchający zadają sobie pytanie: co się za chwilę wydarzy? Co się kryje za tymi dźwiękami? I tu wracamy do emocji. Kiedyś po kameralnym koncercie w mieszkaniu znajomych jedna z obecnych kobiet powiedziała mi: "twoja wiolonczela sporo złości ma w sobie, chwilami bywa irytująca". Tak, taki efekt też wpisuje się w tę rozmowę bez słów. Za dużo wokół nas lekkiej i przyjemnej 'muzyczki', dającej tylko rozrywkę i miłe doznania. Wiem że granie dysonansów, wplatanie w melodię nieoczekiwanych zmian kieruje moją sztukę w niszę. Ale, szczerze? Nigdy nie miałam ambicji by podobać się 'każdemu' :)
W Twoich koncertach przeplatają się własne kompozycje i improwizacje. Co daje Ci większe poczucie prawdy: coś zbudowanego wcześniej czy coś, co wydarza się tylko raz, w danym momencie?
Dagna: Kompozycje na wiolonczelę budowane na przestrzeni czasu mają klarowniejszą strukturę, pewny i w miarę stały rytm, są wynikiem mojej pracy koncepcyjnej, którą uwielbiam! Gdy siadam do instrumentu, szukanie satysfakcjonujących melodii czy akordów i łączenie ich w większą formę to czysta radość. Natomiast impro zawsze było 'po mojej stronie', w sensie głębszego dialogu z publicznością - ono powstaje z potrzeby chwili, z wyczucia energii i nastroju nas wszystkich. Trudne to czasem do uchwycenia słowami, ale tak - improwizacje są niepowtarzalne i przez to mocno autentyczne. Często zdarza mi się wybiegać nimi i 'fruwać' w trakcie ustalonych kawałków, czyli jednak ...łączenie jest mi najbliższe. :)
Grasz w bardzo różnych przestrzeniach - od teatrów po plenery nad rzeką czy nad morzem. Czy miejsce naprawdę wpływa na to, jak brzmi muzyka i jak ją prowadzisz?
Dagna: Zdecydowanie tak. Inaczej zabrzmi dźwięk w otoczeniu drzew, ciepłego dnia latem; inaczej w galerii sztuki gdy muzyka ma dopowiadać i uzupełniać temat wystawy; jeszcze inaczej na dużej sali koncertowej z piękną akustyką i mniejszą swobodą poruszania się dla publiczności. Każde miejsce ma coś, co staram się wydobyć i podkreślić. Czasem muzyka jest główną gwiazdą wieczoru, czasem towarzyszy 'po przyjacielsku'. Nie lubię tylko przebijania się przez szum rozmów (i takie występy się zdarzały, teraz już rzadko, bo przeważnie negocjuję przestrzeń i warunki w jakich mam zagrać).
Twoja twórczość nie kończy się na samej wiolonczeli - pojawiają się też dzwonki koshi, kij deszczowy, głos. To bardziej potrzeba poszerzania świata dźwięków czy szukanie innych dróg do emocji?
Dagna: Jest to raczej chęć poszerzania percepcji dźwiękowej słuchaczy. Lubię eksperymentować, jednocześnie będąc 'przy sobie' - czyli gram na instrumentach mi bliskich, akustycznych.
Współtworzysz też różne projekty z innymi artystami. Co daje Ci kooperacja, czego nie da się znaleźć w graniu solo?
Dagna: Kooperacja to życie! Można je przejść w samotności, dokonując dużych czynów i rozwijając się bez towarzystwa, ale w zespole jakoś fajniej, raźniej, weselej. :) Odpowiedzialność sceniczna rozkłada się na wszystkich, nie jesteś sam/a w centrum uwagi, poza tym wyjazd na koncert z przyjaciółmi z zespołu nie ma sobie równych! Lubię koncerty solo i uwielbiam je z ludźmi. Inne, komplementarne jakości.
Na Patronite oferujesz „pocztówki dźwiękowe” dla wspierających. To bardzo osobista forma kontaktu - skąd wziął się pomysł właśnie na taki sposób bycia blisko ze słuchaczami?
Dagna: Ja generalnie lubię się dzielić. Wpadłam na ten pomysł, by docenić Patronów i dać im wgląd w proces powstawania akustycznej, instrumentalnej muzyki. Myślę, że taka pocztówka z improwizacją bądź fragmentem kompozycji i z dedykacją dla konkretnej osoby może być fajną okazją do kontaktu albo też pamiątką.
Piszesz: „Zróbmy więcej pozytywnego hałasu”. Co dla Ciebie znaczy ten „pozytywny hałas” - jako artystki i jako człowieka?
Dagna: Tutaj muszę trochę zaprzeczyć sama sobie :), z moim upodobaniem do ciszy i spokoju. Pozytywny hałas kojarzy mi się z energią, kreacją, śpiewem i muzyką - a może w przyszłości okaże się, że zagram jam albo i koncert z moimi Patronami? Jestem otwarta na takie możliwości!
Oprócz muzyki tworzę biżuterię, maluję, piszę poezję, tańczę. Wyrażam siebie, często w towarzystwie - i do tego chciałabym zachęcić innych.
Czym jest dla Ciebie wsparcie od odbiorców? Bardziej możliwością rozwijania swojej muzyki i sprzętu, czy sygnałem, że ta wrażliwość naprawdę trafia do ludzi?
Dagna: Chciałabym, aby mój sposób muzycznego opowiadania o emocjach, świecie zewnętrznym i naszym osobistym trafiał do ludzi, zarówno tych którzy mnie znają, jak i do nowych odbiorców. Wiem też, że poprzez budowanie zaplecza technicznego mogę się rozwijać i oferować nowe rozwiązania dźwiękowe. Ale i tak moim 'core' pozostanie akustyczna wiolonczela. Chcę zarówno dzielić się muzyką jak i stwarzać przestrzeń, gdzie może ona do końca wybrzmieć, zostawić coś wspierającego i może kawałek piękna. Ta przestrzeń jest w nas czasem zapomniana, czasem wręcz przytłoczona.
Więc tak, zdecydowanie wrażliwość.
W rozmowie z Dagną wyraźnie słychać, że dla niej muzyka nie jest tłem ani ozdobą. To sposób bycia w kontakcie - ze sobą, z drugim człowiekiem, z miejscem i z emocjami, które nie zawsze są łatwe. Jest w tym czułość, ale nie ma wygładzania. Jest otwartość, ale bez grania pod publiczkę. I może właśnie dlatego jej twórczość tak porusza - bo zostawia przestrzeń, żeby naprawdę coś poczuć. A jeśli, jak sama mówi, warto robić więcej pozytywnego hałasu, to zdecydowanie jest to hałas, którego chce się słuchać.
☕ Wesprzyj Dagnę stawiając kawę tutaj!
Chcesz poznać więcej inspirujących historii? Śledź nasze profile na Facebooku i Instagramie, by być na bieżąco z nowymi wywiadami i nie przegapić niczego wyjątkowego!