Poznaj kogoś Suppi - Ser w Grach

Zdjęcie posta

Od żartu do projektu, który zna tysiące osób 🧀🎮 Z Kubą z Ser w Grach rozmawiamy o detalach w grach, absurdzie, społeczności i o tym, jak coś małego może przerodzić się w coś naprawdę dużego.

Czasem wszystko zaczyna się od żartu, który miał być jednorazowy. A potem nagle okazuje się, że ten żart zaczyna żyć własnym życiem.

Tak właśnie było z Serem w Grach. Z prostego pomysłu na „ser w grach” zrobił się rozpoznawalny projekt, który łączy gaming, humor i zupełnie inne spojrzenie na detale, które większość z nas po prostu pomija.

Z Kubą rozmawiamy o tym, jak to się stało, że ser stał się jego znakiem rozpoznawczym, gdzie kończy się zabawa, a zaczyna coś więcej, i dlaczego społeczność ma w tym wszystkim tak duże znaczenie.

 

Twoja twórczość nie kręci się tylko wokół grania, ale wokół bardzo konkretnego tropu: wyszukiwania sera i rzeczy „seropochodnych” w grach. W którym momencie poczułeś, że to już nie jest jednorazowy żart, tylko pełnoprawny format?

Kuba: W momencie gdy założyłem stronkę (czyli jakoś we wrześniu 2022) była, i dalej jest, moda na tworzenie własnych "pejów" w charakterze humorystycznym, satyrycznym albo jako projekcja na swoje problemy lub problemy świata. Zakładałem Ser w Grach z myślą, że pozostanie on w sferze tego prostego, nieśmiesznego żartu który nie wyeskaluje jakoś dalej. Pomyślałem sobie "może zatrzyma się na 100 obserwujących, może na tysiącu." Trzymałem się uparcie tego żartu i rok później przekroczyłem próg 10000 obserwujących co totalnie zmiotło moje oczekiwania, był to też okres gdy pokazałem się swojej społeczności jako cosplayer/crossdresser co jak można się domyśleć stworzyło mocny podział w opinii ludzi wobec mnie, ale byłem już przygotowany na to. Prawdziwy taki punkt przełomowy moim zdaniem jednak był wtedy, gdy jeszcze w tym samym roku dostałem zaproszenie przez Koło Studenckie Twórców Gier Gamedec z Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy do wzięcia udziału w pierwszej edycji ich Festiwalu Indyków jako prelegent w plebiscycie na 5-minutowe prezentacje z zakresu badań gier lub pomysłów na gry. Stworzyłem wówczas prezentację gry o pomysłowym tytule "Cheese Game: The Game", która tak naprawdę nie istniała, ale była satyrą na ówczesne trendy tworzenia gier w dużych korporacjach. Wśród jury plebiscytu byli m.in. redaktor publicystyki CD-Action, narrative designer z 11 Bit Studios, a w publice paru badaczy gier z samego UKW, developerzy z Robot Gentleman czy Bloober Team. Zająłem pierwsze miejsce w tym plebiscycie i udało mi się zaistnieć w świecie branżowym jako "ten od sera", co wystrzeliło mój pomysł w kosmos i poszerzyło horyzonty w sposób w jaki bym się nigdy nie spodziewał.

 

Na Facebooku piszesz, że eksplorujesz obecność sera i produktów seropochodnych w grach - brzmi to prawie jak osobna dziedzina badań. Masz własną „serową metodę” oceniania takich odkryć? Co sprawia, że dany serowy motyw jest naprawdę wart uwagi?

Kuba: Początkowo zadanie było bardzo proste, znałem dobrze pulę gier, gdzie wiedziałem czy ten ser występuje, wystarczyło więc zrobić zrzuty ekranu, wymyślić jakąś opinię z czapy i kliknąć "opublikuj post". Z czasem zacząłem to trochę bardziej szlifować pod kątem takiej "serowej metody naukowej", obrałem sobie za metryki sposób interakcji z serem, czy jest to obiekt fizyczny czy statyczny, czy służy jako dekoracja czy jako pożywienie, czy zapewnia nam aktywne wzmocnienia i osłabienia czy nie, czy ma jakieś wykorzystanie gameplayowe, a może narracyjne. Niby tematyka głupia, ale jak się troszkę pomyśli to da się coś z tego wyciągnąć. Zacząłem dostrzegać przy tym schematy pod kątem gatunków gier, poszczególne jak np. RPG miały większą szansę na posiadanie sera niż takie strzelanki FPS. Pomaga to w doborze gier do sprawdzania występowania tego sera, ale też nie jest to już effort samodzielny. Dużo ludzi sami z siebie podsyłają mi w wiadomościach screenshoty z serem jaki znaleźli w danej grze i trochę kontekstu do niego co bardzo ułatwia mi całą sprawę, zapewnia stały dostęp contentu na stronkę i ładnie rozbudowuje mój katalog. Śmiałem się raz, że mogę już na tym etapie zaprojektować jakiś album albo kalendarz z wirtualnymi serami i przy każdej edycji co roku miałbym coś nowego. Nie jestem przy tym wybredny odnośnie doboru serów, sama jego egzystencja w danej grze, nawet jak pojawia się tylko w jednym kadrze, w jednej scenie i jest tylko jako dekoracja levelu to już go uwzględnia na mojej liście do sprawdzenia.

 

U Ciebie ser nie jest tylko memem, ale wręcz sposobem patrzenia na gry. Jak zmienia się odbiór świata gry, kiedy zamiast tylko przechodzić fabułę, zaczynasz tropić takie detale i budować z nich własną narrację?

Kuba: Takie sprawdzanie sera w grach w pewnym stopniu pokazało mi, że diabeł tkwi w szczegółach. Daje mi w pewnym sensie informację, że współtwórca gry miał ubaw przy jej tworzeniu albo, że cykl produkcyjny szedł im bardzo dobrze skoro mieli czas na dopieszczenie takiego sera. Wystarczy właśnie odnieść się do wspomnianych wcześniej moich metryk, im ładniej się dany ser prezentuje, im lepiej jest ukazany jako część świata przedstawionego w danej grze, albo im więcej rzeczy można z nim zrobić tym lepiej to świadczy o jakości całej gry przy innych, ważniejszych i o wiele bardziej rozbudowanych mechanikach. Bo skoro jakiś programista czy grafik znalazł czas na siedzenie nad shaderami połysku tłustej powierzchni krążka goudy, to na pewno miał też wcześniej czas i siły na ogarnięcie o wiele bardziej kluczowych aspektów gry i dopracowanie ich. Taki niepozorny model sera potrafi opowiedzieć o grze w której występuje więcej niż by nam się wydawało.

 

W Twoich materiałach widać, że potrafisz wyciągnąć content zarówno z horroru, jak i z rzeczy totalnie absurdalnych - choćby z odkrywania sera w Resident Evil Requiem. Czy najbardziej cieszy Cię właśnie ten kontrast: poważna gra, a Ty znajdujesz w niej coś kompletnie „serowego”?

Kuba: Myślę, że jest to mega zabawne. Znalezienie sera w grze, w której jest to ostatnia rzecz jaką powinno się szukać. Requiem jest tego najświeższym przypadkiem, wcześniej były na przykład serowe chrupki w F.E.A.R. czy koła serowe na farmach w Sniper Elite 5. To nie są gry w której głównym celem jest szukanie sera, wręcz przeciwnie są absolutnie poważne, intensywne i dają nam "wyższy cel" ku któremu powinniśmy dążyć. Natomiast interaktywność medium jakim są gry komputerowe, umożliwia nam totalne olanie tego i skupienie się na właśnie takich nic nie znaczących rzeczach, odejściu od wytyczonej ścieżki i zwróceniu uwagi na rzeczy które w wirze akcji nam zwyczajnie umykają. I uważam, że jest to bardzo piękne.

 

Pojawiają się u Ciebie też odniesienia do The Sims 2 i nawet do grillowanego sera, więc mam wrażenie, że nie interesuje Cię tylko „czy ser jest”, ale też jaką funkcję pełni w świecie gry. Czy są gry, które Twoim zdaniem potraktowały temat sera zaskakująco serio albo kreatywnie?

Kuba: Miałem właśnie nie tak dawno okazję poprowadzić podczas konwentu Bykon 2026 na Wiosce Simowej warsztaty z grillowanego sera z The Sims 2, gdzie otoczony przez spore grono osób prezentowałem jak krok po kroku odwzorować w świecie rzeczywistym przepis na grillowany ser z gry. Zrobiłem to, bo The Sims 2 nadało temu kontekst poprzez swój gameplay, w grze jest ukryta aspiracja grillowanego sera, która wpływa na charakter naszego sima i cały swój sens istnienia opiera na grillowaniu sera, jedzeniu grillowanego sera i rozmawianiu o nim. Brzmi jak pomysł na założenie jakiegoś fanpage, co nie? Twórcy gier potrafią znaleźć kreatywne wykorzystanie danego sera, przykładowo gra Superliminal, której mechanika polega na skalowaniu obiektów poprzez perspektywę pozwala nam manipulować rozmiarem kawałków sera i wykorzystywać jako rampy by móc się dostać do niedostępnych miejsc. Fantastyczny silnik fizyczny gry The Elder Scrolls V: Skyrim pozwala nam zbierać sery z całego świata gry i chomikować je w wybranym miejscu, każdy oddziałowuje fizycznie na otoczenie i siebie samych, ludzie potrafili wykorzystać to do jakichś śmiesznych scen, układania napisów albo testowania obciążenia procesorów, gdy mamy ich 10000 sztuk wsadzonych do ciasnego domku i użyjemy nagle krzyku FUS RO DAH. Pojawiają się nawet mody, z domkami zbudowanymi z serami, elementami pancerza lub ciuchami. Jeśli same gry nie wykorzystują sera dostatecznie kreatywnie, to jest ta gwarancja, że gracze to zrobią.

 

Twój internetowy świat jest bardzo spójny: nazwa, humor, estetyka, skojarzenia. Na ile „Ser w Grach” jest po prostu internetowym pseudonimem, a na ile już osobnym bohaterem, którego świadomie tworzysz dla swojej społeczności?

Kuba: Ser w Grach jest już dla mnie od jakiegoś czasu drugą tożsamością. Jestem sobie szary ja, pracujący na etacie albo na własną działalność gospodarczą, w najnormalniejszej branży, chodzący na zakupy i czasami na koncerty czy wypady z kumplami. I jest sobie Ser w Grach, który wieczorami przechodzi gry, zbiera zrzuty ekranów serów, dopisuje do nich jakieś opisy i satyryczne, często nieadekwatne recenzje oraz opowiada szerzej o tym na prelekcjach na wydarzeniach popkulturowych będąc przy tym w cosplayu. To tak jak Gotham City ma swojego Bruce Wayne za dnia, a w nocy staje się Batmanem. Wytworzyłem sobie taki wizerunek po jakim ludzie mnie rozpoznają i choć jest on dosyć wyczerpujący fizycznie (cosplay to nie taka prosta rzecz!) to wszelkie pochwały, śmiechy, owacje całkowicie rekompensują potencjalne uszkodzenia ciała.
 

Na Twitchu zapowiadasz, że będziecie „grać albo robić rzeczy przeróżne, serowe i mleczne”. Co dziś najbardziej mieści się dla Ciebie w tym „serowym i mlecznym uniwersum” - same gry, komentarz, lore, a może też budowanie własnych rytuałów i inside joke’ów z widzami?

Kuba: Szczerze, myślę że wszystko po trochu. Twitch jest najświeższą u mnie platformą i nie mam tam jeszcze tak potężnej społeczności jak na Facebooku czy prężnie rozwijającym się Instagramie, ale jest to nadal fajna forma interakcji z tematem i dzielenia się swoją pasją. Gram już od ponad 24 lat więc komentarz odnośnie obecnie przechodzonej gry zawsze jakiś się nawinie, inside joków mamy też całkiem sporo, zaczynając już od legendarnego powitania "Serwus!" czy tego że mam na imię Damian (nie mam na imię Damian). Mamy pewną niszę, w której każdy już siedzi od dłuższego czasu, znamy się poniekąd nawzajem, ja kojarzę bardzo dużo osób już z twarzy i nazwisk i na pewno pozwala to zacieśniać relacje między mną, a społecznością serów. Rytuałów czy lore jako takiego jeszcze nie mam, co najwyżej szereg postaci maskotek, które lubię własnoręcznie rysować do grafik na socjale albo fanarty. Ktoś raz kiedyś powiedział, że tworzę sektę, ale wypieram się tego całkowicie (tak by powiedział przywódca sekty).

 

Masz taki moment albo odkrycie w grze, po którym pomyślałeś: „tak, to jest dokładnie ten content, dla którego stworzyłem Ser w Grach”? Taki absolutnie esencjonalny moment Twojej twórczości?

Kuba: Kiedy na prelekcji przedstawię na danym slajdzie prezentacji żart gamingowy nad którym spędziłem pół wieczora i zobaczę, że wprawiłem całą salę w śmiech. To jest w zasadzie główna idea Ser w Grach, wywołanie uśmiechu u ludzi chociaż na chwilę. Nie trzeba brać moich słów, postów czy prelekcji na poważnie, ja sam tego nie robię. Ale jeśli wiem, że przynajmniej zrobiłem dzień chociaż jednej osobie obserwującej moją treść to wierzę, że spełniłem swoje zadanie. Stawianie szczęścia innych ponad swoje nadaje temu sens.

 

W Twoim przypadku społeczność pewnie nie wspiera tylko streamera, ale też cały bardzo autorski pomysł na internetową obecność. Czym jest dla Ciebie wsparcie od ludzi - bardziej paliwem do działania, znakiem, że ten nietypowy format działa, czy może po prostu poczuciem, że po drugiej stronie są osoby, które naprawdę „łapią ten klimat”?

Kuba: Tutaj myślę, że też wszystko po trochu. Dostanę te 5 zł darowizny od kogoś i sobie pomyślę "wow, ktoś naprawdę zdecydował się dać pieniądze MI?". Nie są one mi potrzebne na prowadzenie Serów, nie są one mi potrzebne do życia bo w końcu mam normalną pracę, działają bardziej jako w pełni wolontaryjna pomoc przy zdobywaniu rzeczy do dalszego rozwoju mojej treści jak nowe cosplaye, kurs modelowania 3D w Blenderze czy obecnie tablet graficzny do rysowania kolejnych printów plakatowych. Wszystko opieram pod swój samorozwój oraz rozwój stronki, zapewniając ludziom że ich pieniądze nie idą na żadne głupoty. Jakbym nie prowadził takiej zrzutki to by absolutnie nic w mojej treści by się nie zmieniło. Ale jednak bardzo cieplutko się na serduszku robi jak ktoś sypnie tym groszem, nieważne że małym. Bo to znaczy, że komuś naprawdę bardzo zależy, że komuś naprawdę bardzo się podoba to co robię.

 

Gdybyś miał zaprosić nową osobę do swojego świata jednym zdaniem - nie tylko na stream, ale właśnie do całego uniwersum Ser w Grach - to co byś powiedział, żeby od razu zrozumiała, o co w tym wszystkim chodzi?

Kuba: Wykorzystam więc tutaj swoją wypracowaną już linijkę: "Serwus, z tej strony Ser w Grach, od wielu lat kataloguję wirtualne sery oraz produkty seropochodne w grach komputerowych. Także zajmuję się serowym Blenderem oraz cosplayem." Jest to z jednej strony bardzo abstrakcyjne, a z drugiej jednak bardzo dosłowne i myślę, że dla nowych osób daje niezły insight w to czego się mogą po mnie spodziewać.

 

Ser w Grach to niby prosty pomysł, ale stoi za nim coś więcej niż tylko żart.

To uważność na detale, dystans do siebie i chęć, żeby dać ludziom coś lekkiego - nawet jeśli to tylko moment uśmiechu w ciągu dnia. I może właśnie dlatego ten format tak dobrze działa.

A wsparcie społeczności? To nie tylko kwestia pieniędzy. To sygnał, że to, co robisz, naprawdę do kogoś trafia - i że warto robić to dalej.

 

🧀 Wesprzyj Kubę stawiając kostkę sera tutaj

 

Chcesz poznać więcej inspirujących historii? Śledź nasze profile na Facebooku i Instagramie, by być na bieżąco z nowymi wywiadami i nie przegapić niczego wyjątkowego!

Komentarze (0)